Kiedy słyszę, że ktoś nie uznaje Walentynek, to zazwyczaj pytam czy jego najbliżsi również nie obchodzą tego święta. Dlaczego? Bo w tym dniu to właśnie inni powinni się liczyć, a nie Ty !
Błagam nie mówcie, że Walentynki powinno obchodzić się codziennie, że każdego dnia należy zarzucać swoich bliskich komplementami. Pewnie, że tak byłoby najlepiej, ale nie oszukujmy się, tak nigdy nie jest.
Zawsze znajdzie się w Waszym otoczeniu ktoś o kim od dawna się nie pamiętało, a zasługuje na miłe słowo. A może jest ktoś kto wpisał się w codzienną rutynę "zlał się ze ścianami", a czeka na nasz komplement? Walentynki to nie skomercjalizowane święto, to IMPULS, który ma nas skłonić do działania, działania które ma namalować "banana" na twarzach najbliższych Tobie ludzi.
Oczywiście nie popieram kupna kubków z anglojęzycznymi napisami, gigantycznych misiaków, ze słodką mordką, czy plastikowych serduszek na sprężynce. Pamiętajmy, że nie o to tutaj chodzi, żeby miło zrobiło się portfelowi sprzedawcy. Przyjemnie ma być naszym dziadkom, dzieciom, współmałżonkom, rodzeństwu, przyjaciołom, rodzicom. Tym których kochasz.
W naszym domu z tej okazji powstał Kalendarz Dobrego Słowa (coś na kształt adwentowego). Parę dni temu zapytałam Ulkę co lubi u swoich babć, dziadków, u siostry i kuzynki. To co usłyszałam zapisałam, dodałam kilka miłych zdań na temat naszych córeczek (to co my w nich podziwiamy i kochamy) i podzieliłam na ilość dni brakujących do Walentynek.
Do każdego liściku z Dobrym Słowem dodałam kawałek pociętego zdjęcia (oczywiście fotka miłosna ;)), tak że 14 lutego Ulka dostanie ostatni puzzel ze swojej Walentynkowej układanki.
Ulka cieszy się na codzienne odczytywanie Dobrego Słowa jak na wyczekiwany prezent ! Wcale nie potrzeba czekoladek adwentowych żeby wywołać uśmiech na twarzy dziecka ;)
Wersja z puzzlami to raczej opcja dla dzieci (chociaż starsi amatorzy też się pewnie znajdą ;)), natomiast kartki z komplementami na każdy dzień to prezent jak najbardziej trafiony dla dorosłej grupy społecznej ;)
Zdradzę Wam (bo mój mąż i tak bloga mego nie czyta), że planuję 14 lutego podarować memu ukochanemu słoiczek pełen Dobrych Słów (tylko na jego temat). Każdego dnia wylosuje sobie chłop jakiś komplement. A na niektórych może i jakąś obietnicę dołożę ;) albo rysunek córy popełnią. To się jeszcze przemyśli, ale pomysł Wam nadałam i mam nadzieję, ze zakiełkuje w waszych głowach i serduchach !
Nawołuję do masowej produkcji Kalendarzy (czy Słoiczków) Dobrych Słów, a następnie do rozniesiecie ich po ludziach, bez których Wasze życie nie wyglądałoby tak fajnie :)
Ściskam, całuję i serdecznie pozdrawiam :)
Wasza NiezapominATKA
czwartek, 5 lutego 2015
poniedziałek, 2 lutego 2015
Miłostka
"Miłostka"
Miłostka odkąd sięgała pamięcią zawsze mieszkała na tej samej chmurce. Mięciutkiej, czasem kapryśnej, kolorowej wieczorem i stalowej rankiem. Kiedy robiło się zimno Chmurka mocniej otulała lokatorkę puszystą kołderką, a w ciepłe dni robiła specjalne prześwity przez które wpadało rześkie powietrze.
Miłostka była listonoszem miłości (amorkiem). Fruwała na Ziemię gdzie swoimi złotymi strzałami zaszczepiała miłość w ludziach i w zwierzętach. Bardzo lubiła swoja prace, zresztą kto by nie lubił patrzeć na kochających się ludzi, na przytulające się rodzinki i serdecznie ściskających przyjaciół. Najbardziej Miłostce podobało się kiedy rodziło się nowe życie. W taki dzień radość i miłość była tak intensywna, czysta i wszechobecna, że przy jej cieple można by było wygrzać całkiem spore miasto.
Miłostka chociaż była bardzo zapracowanym amorkiem i na swój obłoczek wracała dopiero późnym wieczorem, zawsze starała się zdążyć przed zachodem słońca. Wtedy tradycyjnie, wraz z Chmurką podziwiały spektakl słońca chowającego się za horyzontem. W jego trakcie opowiadały co spotkało je minionego dnia i chociaż nie raz podczas takich zwierzeń sprzeczały się i tak wieczór kończył się śmiechem i życzeniami "miłych snów". Czasem, kiedy Miłostka miała luźniejszy weekend lubiła wtulona w Chmurkę czytać familijne powieści i marzyć o cieple domowego ogniska.
Któregoś sierpniowego dnia Miłostka wróciła z ziemi bardzo podekscytowana.
-Wiesz Chmurko, co dzisiaj usłyszałam?! Mała dziewczynka tłumaczyła swojej mamie co to jest miłość. Według niej kiedy kogoś się kocha to zapala się w środku lampka, która grzeje przyjemnym, ciepłym światłem. Piękne porównanie, prawda? Chciałabym to kiedyś poczuć- rozmarzyła się Miłostka.
- To Ty nigdy nikogo nie kochałaś ?- zdziwiła się Chmurka, a w jej głosie zabrzmiała delikatna nutka rozczarowania.
- Nie, nigdy. To jest podobno bardzo przyjemne uczucie- zdecydowanie odpowiedziała Miłostka.
- Jeśli jest odwzajemnione...- odburknęła Chmurka i jakby bardziej spochmurniała.
- No pewnie, że odwzajemnione! A jakie ma być !- zaperzyła się Miłostka
- Idę spać- fuknęła chmurka i odfrunęła kawałek dalej zostawiając lokatorkę samą.
Chmurce się chyba coś pomieszało- gdybała Miłostka podczas szykowania się do snu.- Rano zapewniała, że w najbliższym czasie nie spadnie ani jedna kropla deszczu, a ta noc zapowiada się na deszczową- Potem szczelniej otuliła się puszystym obłoczkiem i zasnęła.
Rano kiedy Miłostka otworzyła oczy Chmurki już nie było. Jak co tydzień pofrunęła na Zebranie Atmosferyczne na którym spotykały się wszystkie chmury, gwiazdy, wiatry i pod przewodnictwem Słońca oraz Księżyca ustalali pogodę na najbliższe siedem dni. Miłostka miała teraz trochę czasu tylko dla siebie i planowała poświęcić go na czytanie książki. Kiedy rozglądała się w poszukiwaniu lektury jej wzrok przykuło zupełnie coś innego. Na oświetlonym słońcem obłoczku leżał złoty medalion w kształcie serca. Miłostka od razu go poznała. Talizman Uczuć będący własnością boga miłości- Erosa. Słyszała o nim wiele intrygujących historii, ale nigdy nie myślała, że zobaczy go na własne oczy. Legendy głosiły, że ten złoty wisiorek odpowiada na ulubione pytanie ludzi: Czy ktoś mnie kocha?
- A może to jednak prawda- wyszeptała sama do siebie.
Miłostka siedziała jak zaklęta wpatrzona w dal i intensywnie myślała o tym, co zobaczyła w Talizmanie Uczuć Erosa.
Z letargu wyrwał ją trzepot skrzydeł i tubalny głos dochodzący z wysoka:
- Tutaj jest mój złoty medalion !- Bóg Eros wydawał się być mile zaskoczony.- Dziękuję Ci Miłostko, że go przypilnowałaś- uśmiechnął się do zaskoczonej amorki i sięgnął po swój skarb.
Kiedy już wydawało się, że ma odlecieć odwrócił się niespodziewanie i rzekł z łobuzerskim błyskiem w oku:
-
Swoją drogą to intrygujące. Szukałam go po całym świecie, w szerz i
wzdłuż, a okazał się, że był na sąsiednim obłoczku. Czasem tak bywa w
życiu, że najtrudniej jest nam dostrzec to co znajduje się najbliżej
nas. Prawda Miłostko?- mrugnął porozumiewawczo i odleciał z otwartym medalionem w którym połyskiwały dwa znajome zdjęcia.Wieczorem, kiedy zmęczona Chmurka wróciła z Atmosferycznego Zebrania Miłostka była dziwnie poddenerwowana. Fruwała w lewo i w prawo, jakby nie mogła się zdecydować, gdzie ma usiąść. W końcu zajęła miejsce w najmiększej części Chmurki, wtuliła się w jej puszyste ramię i wyszeptała do jej pierzastego ucha:
-Wiem. I ja Ciebie też.
Dobranoc
Miłych snów drodzy Podczytywacze
Wasza NiezapominATKA
Etykiety:
Bajki,
Lalki,
Lalki i inne moje wytworki,
Pomysł na prezent
czwartek, 29 stycznia 2015
Post pracowniczy. Czyli jak zorganizowaś wygodną i funkcjonalną pracownie.
Nic na to nie poradzę, że wciąż jestem podekscytowana swoją nową pracownią. Ci co na widok handmade dostają wysypki, niech lepiej nie czytają tego postu, bo jeszcze padną trupem ;) Będzie spora dawka szmatek, tasiemek, nitek, igieł i tego typu przyjemnostek :)))
Już którąś noc z rzędu zawalam na korzyść miękkich tkanin, słoiczków pełnych brzęczących guzików, kolorowych nici i metrowych tasiemek. W uporządkowanym artystycznym gniazdku żadne zadanie nie jest teraz straszne, nawet te wykonywane w okolicach 3 w nocy.
Wygląd i funkcjonalność mojej pracowni zawdzięczam wieloletnim gromadzeniem zupełnie niepotrzebnych (zdaniem rodziny) i niezbędnych (wg. mojej opinii) klamotów :) Przyznaję. Posiadam sporo skarbów, ale właśnie dzięki chomiczej naturze, wpisanej w taśmę genową, mogę obecnie realizować takie projekty jak: bajki "Florentyna" (tutaj link), czy "Zapominalska" (tutaj link). Oczywiście, czasem ilość nagromadzanych "cosiów" nawet mnie przytłacza. Dlatego od lat zbieram nie tylko przedmioty, ale również pomysły na ich przechowywanie.

Wiosennego łikendu Wam życzę !
Wasza NiezapominATKA :)
Już którąś noc z rzędu zawalam na korzyść miękkich tkanin, słoiczków pełnych brzęczących guzików, kolorowych nici i metrowych tasiemek. W uporządkowanym artystycznym gniazdku żadne zadanie nie jest teraz straszne, nawet te wykonywane w okolicach 3 w nocy.
Wygląd i funkcjonalność mojej pracowni zawdzięczam wieloletnim gromadzeniem zupełnie niepotrzebnych (zdaniem rodziny) i niezbędnych (wg. mojej opinii) klamotów :) Przyznaję. Posiadam sporo skarbów, ale właśnie dzięki chomiczej naturze, wpisanej w taśmę genową, mogę obecnie realizować takie projekty jak: bajki "Florentyna" (tutaj link), czy "Zapominalska" (tutaj link). Oczywiście, czasem ilość nagromadzanych "cosiów" nawet mnie przytłacza. Dlatego od lat zbieram nie tylko przedmioty, ale również pomysły na ich przechowywanie.
- Kącik gastronomiczny :) Ponieważ większość "chwileczkowych" wyjście z pokoju (np. po herbatę do kuchni) kończyło się całkowitym oderwaniem od twórczej pracy (bo trzeba pozmywać, bo należy podlać kwiatki, pranie wstawić i takie tam :/) Tak wiec- czajnik obowiązkowo.
- Myślę jednak, że bardziej zainteresuje Was w poniższym kolażu zdjęcie nr 1 (lewy górny róg). Widzicie? Tak, chodzi mi o ten "wieszak". Podobno producent myślał, że użyję go na przechowywanie trzewików. A już Ci ! :) Trzymam w nim niedokończone projekty: niepozszywane tułowia lalek, poduszki w fazie przejściowej, podkładki na stół w stanie "prawie skończone", ubranka dla moich pacynek itd. Baaardzo przydatne urządzenie, szczególnie, że jest przezroczyste i ma wlot/wylot z obu stron.
- Składanie tkanin. Komu szycie nie jest obce ten na powyższe hasło dostaje dreszcz przerażenia. Prawda?! :))) Znalazłam w internecie bardzo proste rozwiązanie na wieczny materiałowy galimatias. Obmierzamy szafkę na której gromadzimy tkaniny- potrzebujemy głębokość półek i szerokość. Szerokość podzieliłam na trzy części, bo tyle stosów tkanin chciałam na niej zmieścić. Jak już mamy głębokość i szerokość to "rysujemy" na stole prostokąt (zgodny z ustalonymi wymiarami). Użyłam do tego celu kolorowej taśmy samoprzylepnej. Dalej pozostaje tak pokombinować przy składaniu materiału, żeby mieścił się w wyrysowanym prostokącie. Dzięki temu rozwiązaniu tkaniny będą idealnie pasowały do wymiarów półki, co nada jej schludnego wyglądu i ułatwi poszukiwanie odpowiednich odcieni.

- Najwięcej trudności sprawiało mi przechowywanie kolorowych tasiemek. Niedawno wpadłam w internecie na świetne rozwiązanie tej pozornie błahej, ale męczącego problemu. Klamerki! Owijasz tasiemkę wokół drewienka, a jej koniec wkładasz w szczypce klamerki.
- Domek dla koronek to stare Ikeoskie pudełko na kasety magnetofonowe.
- Sznurki mieszkają w pudełku z dziurkami. Przez otwory mogę je łatwo wyciągnąć.
- Kolorowe taśmy samoprzylepne zajmują wieszak na kubki.
- Skrzynka na śrubki. Zarówno w pojedynczej formie (walizeczki), jak również w postaci szafki jest niezbędnym wyposażeniem tego typu pracowni.
- Nitki przechowuję w wiszącej (u mnie leżącej ;)) półce z przegródkami. Fabrycznie przeznaczonej na hobbystyczne drobiazgi (moja jest z Ikeii).

- Gładkie tasiemki (spięte drucikami spożywczymi) mieszkają w przezroczystych pudełkach np. po bombkach.
Wiosennego łikendu Wam życzę !
Wasza NiezapominATKA :)
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Mini Laleczki z podobizną w formie breloczków (na zamówienie)
Dzisiaj ekspres! W domu szaleje niewyjaśniona gorączka :( Dziewczyny męczące tak bardzo jak tylko bardzo mogą być marudne chore dzieci... :/// A więc do rzeczy:
Ci co obserwują mój Fanpage na FB (tutaj link) widzieli już moje nowe pomniejszone laleczki (15 cm). Dzisiaj zapraszam na dalszy ciąg Breloczków Laleczek robionych na podobiznę wybranej osoby. Tym razem dostałam do "odwzorowania" zdjęcie pewnej sympatycznej Pani z Koszalina :))) Pozdrawiam Pani Aniu !
Ci co obserwują mój Fanpage na FB (tutaj link) widzieli już moje nowe pomniejszone laleczki (15 cm). Dzisiaj zapraszam na dalszy ciąg Breloczków Laleczek robionych na podobiznę wybranej osoby. Tym razem dostałam do "odwzorowania" zdjęcie pewnej sympatycznej Pani z Koszalina :))) Pozdrawiam Pani Aniu !
Pozdrawiam
NiezapominATKA
Etykiety:
Lalka- breloczek,
Lalki,
Lalki i inne moje wytworki,
Pomysł na prezent
środa, 21 stycznia 2015
Dzień Babci i Dziadka - 4 szybkie tutoriale na upominki dla dziadków.
Dzisiaj Dzień Babci, jutro Dzień Dziadka, ostatni gwizdek na wysmyczenie własnoręcznie robionego prezentu. Czasu mało, ale poniższe pomysły pozwolą szybko rozwiązać ten problem.
Każdy z proponowanych przeze mnie upominków w wykonanie angażuje dzieci. I to jest najważniejszy punkt tego postu. Dzieci muszą czuć, że brały czynny udział w powstawaniu upominku.
Dosyć gadania, w końcu mamy mało czasu. Zapraszam na mój festiwal pomysłów:
1. Domino / Piotruś / Memo / Gra planszowa
Tutaj istnieje dowolność co do wyboru gry. Można pokusić się o
zrobienie planszówki, gdzie stąpa się po zdjęciach, a pola z zadaniami,
kryją w sobie polecenia typu: "buziak dla babci", "przytulas dla
dziadka", "co lubisz robić z dziadkami ?", "zaśpiewaj piosenkę" i takie tam.
My wybraliśmy Domino, z prostej przyczyny- jest to ulubiona gra zarówno Ulki jak i babci. Jak widzicie na zdjęciu dominowe kwadraciki zaopatrzyłam nie tylko w fotki dziewczynek, ale także w odciski ich paluszków, w buziak Sprężynki oraz rysunki jej autorstwa.
Każdy z proponowanych przeze mnie upominków w wykonanie angażuje dzieci. I to jest najważniejszy punkt tego postu. Dzieci muszą czuć, że brały czynny udział w powstawaniu upominku.
Dosyć gadania, w końcu mamy mało czasu. Zapraszam na mój festiwal pomysłów:
1. Domino / Piotruś / Memo / Gra planszowa
My wybraliśmy Domino, z prostej przyczyny- jest to ulubiona gra zarówno Ulki jak i babci. Jak widzicie na zdjęciu dominowe kwadraciki zaopatrzyłam nie tylko w fotki dziewczynek, ale także w odciski ich paluszków, w buziak Sprężynki oraz rysunki jej autorstwa.
2. Mydło z zatopionym skarbem.
Pewnie pomyślicie, że te nasze babcie to niezłe brudasy (w końcu kilka dni temu proponowałam podobne rozwiązanie tylko, że w wersji płynnej) ;) Możecie się śmiać, ale mydło to świetny i tani materiał do dziecięcych eksperymentów. Ważne jest żeby przed rozpuszczeniem wiórków mydlanych przygotować skarb do zatopienia (potem będzie za mało czasu). Nie może to być nic co zapcha odpływ umywalki, czyli odpadają koraliki (chyba, że zamkniemy je w przezroczystym pudełeczku, lub w buteleczce). Ulka włożyła do miniaturowych butelek list ze swoim rysunkiem, a do innej płyn kąpielowy z brokatem. W pudełkach po próbkach kremów Sprężynka stworzyła koralikowe kompozycje. Zatopiliśmy również kabaszony z podklejoną gwiazdką i figurkę (dla kuzynki, która babcią nie jest, ale według Sprężynki mydło też musi dostać ;)).
Po wyjęciu z foremek obcinamy brzegi mydeł, żeby nadać im ładniejszy (gładszy) kształt.
3. Teraz przedstawię Wam mój prezentowy hicior. Książka dla dziadka. Projekt rozbudza wyobraźnię i bardzo angażuje dziecko, a efekt końcowy zaskoczył nawet mnie :) O co chodzi? Instrukcja pod obrazkiem (proszę nie przerazić się ilością tekstu, bo pomysł jest naprawdę arcyprosty)
- Podsuwamy dziecku pomysł na początek opowiadania np. "Dziadek wstał rano i..." resztę maluch wymyśla sam. Oczywiście w trakcie tworzenia, (kiedy maluch się zawiesi ;)) znowu popychamy historyjkę do przodu, poprzez zadanie pomocniczego pytania. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że Ulka tak popłynie ze swoja bajką ;) Wyszło naprawdę rewelacyjnie (pomijając, że w końcowym efekcie dziadek w historyjce występował może z dwa razy ;))
- Oczywiście rodzic wszystko skrupulatnie notuje. Co ważne! SŁOWO W SŁOWO! Z błędami, powtórzeniami, dygresjami itp. stylistycznymi kąskami, bo to właśnie one nadają temu prezentowi najwyższą wartość. Pamiętajmy, żeby tekst nie był za długi. To ma być raczej dowcipna anegdotka, a nie esej. U nas, (Ulka ma 3latka) wyszły dwie ręcznie pisane zeszytowe strony.
- Następnie przepisujemy tekst na czysto. Ja wklepałam do komputera i wydrukowałam (ogromną czcionką, żeby wyglądało na więcej). Równie dobrze tekst można przenieść ręcznie do zwykłego, cienkiego zeszytu.
- Następnie dziecko robi ilustracje do opowiadania. Pamiętajmy, żeby je podpisać! Po latach możemy nie pamiętać co pojedyncze gryzgołki przedstawiają ;)
- Na końcu zszywamy/sklejamy (łączymy) wszystko w całość i dodajemy okładkę. Proponuję wykonać ją z grupszej tektury.
Włala! I mamy literacki debiut naszego dziecka :) Dziadkowie padną. Gwarantuję ;)
4. Ostatni pomysł jest tak prosty i wydawałby się, że oczywisty, że początkowo nie chciałam go tu umieszczać, ale skoro sama wpadłam na niego dopiero niedawno więc zakładam, że jest więcej takich osób ;)
Obiad powinien być smaczny, nietrudny w wykonaniu i musi angażować dziecko na każdym etapie jego tworzenia. W domu mam do dyspozycji 3-latka (bo roczniaka nie liczę, chociaż w fazie konsumpcji jest niezastąpiona ;)), musiałam więc stopien trudności dostosować do takiego wieku.
Proponuję zacząć od uroczystego zaproszenia dziadków przez wnuczka/wnuczkę: drogą telefoniczną (np. przy okazji składania dzisiejszych życzeń) lub w formie ręcznie gryzgolonej laurki.
* Udka kurczaka (robione w piekarniku).
Ulka zmieszała marynatę, z odmierzonych przeze mnie składników.
* Kluski śląskie z dziurką
Ziemniaki gotuję dzień wcześniej. Krótko przed wykonaniem klusek miksuję pyrki w blenderze (nie mogą mieć grudek). Rozkładam płasko w misce i dzielę na trzy równe części. Jedną cząstkę wyjmuję i w powstałą dziurę wsypuję mąkę ziemniaczaną. Zagniatam. Nie dodaje żadnych jajek, mąki pszennej itd. tylko zblendowane pyrki i mąka ziemniaczana.
Dorosły kula kulki, a dziecko robi w nich dziurki :)
4. Ostatni pomysł jest tak prosty i wydawałby się, że oczywisty, że początkowo nie chciałam go tu umieszczać, ale skoro sama wpadłam na niego dopiero niedawno więc zakładam, że jest więcej takich osób ;)
Proszony obiad dla dziadków.
Wykonanie obiadu zajmuje dziecko całkowicie i na długo. Dzięki temu wnuczek/wnuczka mają szanse zrozumieć, że Dzień Babci i Dziadka to święto w którym muszą poświecić coś dla swoich najbliższych (w tym wypadku czas i siły). Obiad powinien być smaczny, nietrudny w wykonaniu i musi angażować dziecko na każdym etapie jego tworzenia. W domu mam do dyspozycji 3-latka (bo roczniaka nie liczę, chociaż w fazie konsumpcji jest niezastąpiona ;)), musiałam więc stopien trudności dostosować do takiego wieku.
Proponuję zacząć od uroczystego zaproszenia dziadków przez wnuczka/wnuczkę: drogą telefoniczną (np. przy okazji składania dzisiejszych życzeń) lub w formie ręcznie gryzgolonej laurki.
Menu łatwe do wykonania (nawet dla 3-latka):
Ulka zmieszała marynatę, z odmierzonych przeze mnie składników.
* Kluski śląskie z dziurką
Ziemniaki gotuję dzień wcześniej. Krótko przed wykonaniem klusek miksuję pyrki w blenderze (nie mogą mieć grudek). Rozkładam płasko w misce i dzielę na trzy równe części. Jedną cząstkę wyjmuję i w powstałą dziurę wsypuję mąkę ziemniaczaną. Zagniatam. Nie dodaje żadnych jajek, mąki pszennej itd. tylko zblendowane pyrki i mąka ziemniaczana.
Dorosły kula kulki, a dziecko robi w nich dziurki :)
* Największy problem miałam z jarzynką, którą mógłby wykonać trzylatek. Padło na surówkę z marchwi i pora.Ulka starła marchew w robocie kuchennym i dodała odmierzone przeze mnie składniki (sól, pieprz, cukier, cytrynę, chrzan, jogurt, majonez) oraz pokrojony (moją ręką) por.
Nakrywanie do stołu- ważny punkt programu ;) Pozwoliłam Ulce wybrać obrus, serwetki, zastawę stołową, no i oczywiście kreację ;)
Teraz nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam wszystkim udanego Dnia Babci i Dziadka :)
Pozdrawiam i ślę szczególne całusy dla moich kochanych i niezastąpionych babć ! :*
NiezapominATKA
Etykiety:
Coś z niczego,
DIY,
Dzieci,
Dzieci / Rodzina,
Pomysł na prezent,
Rodzina
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Pokój Uciech
Skaczę z radości pod świeżo malowany sufit (gdyby nie on, to bym i do niebios doleciała ;)) A dlaczego ? Ach!!! Mamy nowy pokój! Ogromny! Cudowny! Wymarzony!
Pokój jest tak duży, że mieści w sobie: odpoczywalnie mojego małżonka, bawialnię moich dziewczyn i wreszcie Moją Pracownię :)))) Wszystko razem, a dzięki temu- WSZYSCY razem :))))
Ostatnie kartony wniosłam wczoraj w nocy. Zrobiłam 56 kursów po schodach, a w dwie strony to wychodzi 112 wejść i zejść. Początkowo niczym antylopa wskakiwałam co dwa stopnie, ale przy końcu przeprowadzki słaniałam się niczym otępiały ślimar.
Biegnę dziewczyny, bo moja pracownia czeeekkkaaaa :))))
Do przeczytania !
Pokój jest tak duży, że mieści w sobie: odpoczywalnie mojego małżonka, bawialnię moich dziewczyn i wreszcie Moją Pracownię :)))) Wszystko razem, a dzięki temu- WSZYSCY razem :))))
Ostatnie kartony wniosłam wczoraj w nocy. Zrobiłam 56 kursów po schodach, a w dwie strony to wychodzi 112 wejść i zejść. Początkowo niczym antylopa wskakiwałam co dwa stopnie, ale przy końcu przeprowadzki słaniałam się niczym otępiały ślimar.
Muszę przyznać, że dotychczas i tak nie miałam na co narzekać. Mój kąt do pracy mieścił się na parterze (w sypialni dla gości) i był malutki, ale BYŁ. Przesiadywałam w nim właściwie cały czas, więc dziewczynki urzędowały ze mną na dole domu. Równało się to hałdami zabawek w salonie, a co za tym idzie w naszym reprezentacyjnym dużym pokoju panowało wieczne przedszkole. Kiedy odwiedzał nas ktoś z zaskoczenia, żeby dostać się do kanapy musiał rozsuwać nogami sterty klocków, książeczek, lalek, puzzli itp. gadżetów. Sofa była już chyba z naście razy pobazgrana pisakami i farbami :( Nawet nie wspominając o wszelakich dekoracjach, które zaraz po ustawieniu lądowały w pulchnych łapkach Anieli, a nierzadko też i w brzuchu. Taka anegdotka tematyczna: parę dni po ubraniu choinki złapałam Nelkę na nuplaniu dzyndzla (nie mam pojęcia jak to się fachowo nazywa) od szklanej bombki. To dziecko je wszystko. Jak koza!
Teraz pracownia jest na tym samym piętrze co pokój dziewczynek, a
salon nareszcie odsapnie od nadmiernej eksploatacji przez moje córunie
;)
Wydawało mi się, że mam jeszcze sporo pracy przy wykładaniu z worków moich artystycznych drobiazgów i narzędzi, ale z tego co widzę, z takimi pomocnikami (patrz zdjęcia poniżej) pójdzie mi znacznie szybciej. Tylko, że efekty mogą przerosnąć moje...yyyy....potrzeby :/ ;)Biegnę dziewczyny, bo moja pracownia czeeekkkaaaa :))))
Do przeczytania !
Etykiety:
Budowa / Remont,
Dom,
Dzieci,
Dzieci / Rodzina,
Porządki,
Pracownia,
Rękodzieło,
Rodzina
czwartek, 15 stycznia 2015
Nietypowa Księga Gości + GRATIS ! Miłosna historia dla nieśmiałych :)
Przeglądałam niedawno stare zdjęcia i natrafiłam na sporą ilość moich papierowych wytworów, których jeszcze nie pokazywałam. Pozwólcie, że dzisiaj zacznę od klimatów romantico.
Księga Gości jest w formie segregatora A4. Uważam takie rozwiązanie za wyjątkowo trafne (dziękuje za burzę oklasków ;)). Goście weselni biorą do swoich stolików kartki i każdy w swoim tempie (a na weselach bywa ono bardzo zróżnicowane...) duma co na nich zamieścić. Dzięki temu nie ma konieczności tworzenia Weselnego Klubu Poszukiwaczy Zaginionej Księgi, no i po wpis nie ustawiają się kolejki godne mięsnego z PRLu. Po wpisaniu życzeń, (a nawet wklejeniu zdjęcia) goście wpinają kartki do segregatora. Dzięki takiemu rozwiązaniu już zapisane strony bezpiecznie leżą w segregatorze, a nie wędrują po biesiadnych stołach ryzykując wątpliwej urody zabrudzeniem. Taki myk ;)
Z tyłu znajduje się koperta zamykana na magnes, a forma segregatora pozwala na trzymanie w nim nie tylko życzeń ale również innych pamiątek (telegramów, wycinków prasowych, rachunków... ;)).
Nie wiem czy wiecie, ale według Kalendarza Świąt Nietypowych wczoraj obchodziliśmy Dzień Ukrytej Miłości i Dzień Osób Nieśmiałych. Postanowiłam z tej okazji przytoczyć Wam pewną starą, rodzinną historię.
Moja babcia w młodości miała koleżankę, że tak powiem, mało asertywną (co nie przeszkadzało jej być istotą kochliwą). Owa nieśmiała panna zakochała się w nieznajomym przystojniaku z sąsiedniej dzielnicy. Wzdychała do niego, trzepotała rzęsami (oczywiście tylko próbnie, przed lustrem) i tęsknie spoglądała w kierunku jego domu. Któregoś dnia doszła do niej informacja, że jej obiekt westchnień ma w najbliższym czasie imieniny. Zastanawiała się długo co z tym fantem zrobić, aż w końcu podjęła męską decyzję: ujawni swoje uczucia. Kupiła piękny, jedwabny krawat (a w tamtych czasach to był nie lada wypas), zapakowała go w godny papier i wybrała się ku swemu przeznaczeniu. Jednak czym była bliżej domu nieznajomego tym trudniej jej było poruszać się w przód, a zdecydowanie łatwiej szło zawracanie.
Na całą tę dziwną sytuację napatoczyła się moja babcia (koleżanka z podstawówki Panny Nieśmiałej). Nieszczęśliwie zakochana zwierzyła się znajomej ze swoich rozterek, a następnie poprosiła, żeby ta w jej imieniu zaniosła prezent solenizantowi. Babcia wprawdzie się broniła. No bo jak?! Niezaproszona, ma pakować się nieznajomemu do domu ?! W końcu jednak uległa błaganiom Panny Nieśmiałej. Wzięła zapakowany krawat i zadzwoniła pod wskazany adres. Drzwi otworzyły się bardzo szybko i w progu stanął Tadeusz (vel Pan Przystojniak).
Stało się ! Trąby archanielskie zagrzmiały, snop świetlistego blasku spadł na moją babcie, a solenizant pokrył się od stóp do głowy błyszczącym pyłem rozświetlając dwie sąsiednie ulice. Czas się zatrzymał i byli tylko ONI - moja babcia i mój dziadek (bo jak się pewnie domyślacie Pan Przystojniak stał się w przyszłości moim dziadkiem).
A kiedy moi 20 letni dziadkowie lewitowali w chmurze miłosnych spojrzeń, Panna Nieśmiała, obgryzając paznokcie, czekała w sąsiedniej bramie na relacje z misji. I tak przez swoją nieśmiałość straciła: ukochanego, koleżankę i krawat.
Oczywiście historię z lekka ubarwiłam, żeby współczesnym czytelnikom przypadła do gustu (a'la Danielle Steel ;)), ale całe zdarzenie jest jak najprawdziwszą prawdą.
Powinnam podziękować Pannie Nieśmiałej, bo gdyby nie ona to mnie by nie było i niezapominatkowego bloga też by nie było, no i opowiadania również. Jednak nie będę tego robić tylko głośno i wy-ra-źnie powiem ("słuchajcie uważnie bo nie będę powtarzać"):
Drodzy nieśmiali podczytywacze, bierzcie "krawaty" w SWOJE ręce i sami załatwiajcie własne sprawy, bo
życie potajemnie organizuje nam konkursy, w których nagroda jest często trudna do przewidzenia.
Wasza naromantyzowana (przynajmniej dziś)
NiezapominATKA
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























.jpg)











