Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Post Mikołajkowo - Gwiazdorkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Post Mikołajkowo - Gwiazdorkowy. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2015

"Kwiatki z Kwiateczkowa" - Bajka do słuchania

Pogoda straszliwa. Czy u Was też jest tak zimno, wietrznie i mokro? Brrrrr.... Nic tylko siedzieć w ciepłym domku, palić w kominku, pić ciepłe herbaty i broń Boże nie wystawiać nosa za drzwi. Szczerze przyznam, że z utęsknieniem czekałam na taka pogódkę. Praca w ogrodzie w tym suchym sezonie dała mi popalić, więc z miłą ochotą wzięłam sobie urlopik od dziubania motyką i na całego rozpoczęłam Życie Jesienne :) Natomiast co się tyczy moich dzieci.....yyyyyy :/ tutaj sprawa ma się gorzej. Ciągną na dwór, a że równocześnie "ciągną noskami" więc nawet mini spacerki w niesprzyjającej aurze odpadają. Wtakim razie czym tu zająć rozbrykane towarzystwo nagle i bezpowrotnie(przynajmniej sezonowo) zamknięte w czterech ścianach?
Mam Ci ja dla Was kilka pomysłów. Dzisiaj będzie...

  "Kwiatki z Kwiateczkowa" - słuchowisko dla dzieci

czwartek, 4 grudnia 2014

Breloczek od Małego Artysty. Post Mikołajkowo - Gwiazdorkowy.

Nie wiem jak Wasze dzieci, ale moje uwielbiają lepić z plasteliny, ciastoliny, modeliny (trochę mniej, bo twarda). Nie będę ukrywać, że mam dość spore wątpliwości co do wizualnych walorów tych tworów. Dzieci są małe, więc jak najbardziej mogą szaleć artystycznie, ale... 
Jeśli chodzi o prezenty, staram się, żeby drobiazgi, które moje dziewczyny przygotowują w podarku, były chociaż minimalnie przydatne i naprawdę ładne. Nie znoszę wiecznie przekładanych z kąta w kąt stert laurek o nieokreślonych kształtach, dziwacznych zlepów, suszków itp. wątpliwej urody pamiątek, które leżą w szufladach tylko dlatego, że głupio je wyrzucić. Ja jako mama mam do takich dziwacznych eksponatów (autorstwa moich córeczek) wyjątkową słabość i miłość, ale rozumiem innych obdarowywanych, którzy nie koniecznie marzą o kolejnej szyszce oblepionej masą solną w kolorze kałuży. Dlatego kiedy przychodzi czas prezentowy, intensywnie kombinuję, żeby prezenty moich córeczek (dla dziadków, cioć i wujków) były w miarę możliwości przyjemną niespodzianką.
Pod spodem pomysł na wykonanie prostego i ładnego breloczka, a co najważniejsze RĘKAMI DZIECI ! 

ŁADNE BRELOCZKI RĘKAMI DZIECKA

Z pozostałych resztek modeliny można uformować kolorowe kule, które idealnie nadają się na  breloczek dla męskiej części rodziny ;)

Po wypaleniu modelinowych kształtów (wraz z zatopionym drucikiem) dajemy dziecku do wyboru wstążki, zawieszki, koraliki, czy inne pasmanteryjne ozdoby. Wszystko łączymy w całość jak na poniższym przykładzie :)
Przemieniłam Posty Mikołajkowe na moim blogu w Posty Mikołajkowo - Gwiazdorkowe, tak więc do 24 grudnia jeszcze coś na ten temat poczytacie ;)

Pozdrawiam Was bardzo Ciepło, chociaż za oknem mrozy, że Ho Ho !
Wasza ATKA

piątek, 7 listopada 2014

Macie niecały miesiąc na zdobycie ogromnego kartonu. Post Mikołajkowo - Gwiazdorkowy.

Dobrze nam poszło stawianie pierwszej hacjendy więc trzeba iść za ciosem i  wybudować chatkę w chatce. Na wstępie chciałam jednak ostrzec, że ci co dzieci nie posiadają mogą doznać małego szoku i nie zrozumieć owego postu ;) No chyba, że ktoś ma ciągoty do zabaw z typu "budowanie Bazy".
Wiem, że moje dziecię ma zamknięte oczy, ale uznajmy, że to jest  Śpiąca Królewna ;)
Jeszcze wiosną mąż mój przytachał ze sobą ogromniasty i bardzo inspirujący karton. Chodziliśmy wokół niego (oczywiście był w tedy w fazie złożonej ;)) parę miesięcy i w końcu przyszedł dzień kiedy...no przyznam się, zapomnieliśmy o imieninkach Ulki :/ Wtedy wytężyłam wszystkie moje zmysły artystyczne i przypomniałam sobie! Wytachałam giganta z garażu (bo małżonek poddał się wcześniej i poszedł spać) chwyciłam za nóż i wycięłam okna, drzwi oraz fachowo mówiąc ściankę kolankową. Dokleiłam półki z opakowań po malinach i drewniane klamerki (świetny patent na dziecięcą galerie), na drutach zawiesiłam wieszaczek, przy pomocy zwykłej taśmy klejącej przyczepiłam firanki, a na koniec wstawiłam krzesełko i stół (taboret).
A jak wygląda w środku? Zapraszam na salony :)
 
Może nie jest to wykonane "pod linijkę", ale ostatnimi czasy z dystansem podchodzę do tworków, które mają potem eksploatować moje dzieci ;) Wolę się nie namęczyć, ale pozwolić dziewczynom szaleć do woli, niż coś wymuskać a potem krzyczeć, że zepsują, a przecież ja się tak napracowałam. 
W wypadku kartonowego domku takie podejście jest bardzo istotne. W pierwszym moim pomyśle (jeszcze tym wiosennym ;)) domek miał być pomalowany na biało z dorysowanymi płotkami, kotkami, kwiatkami itp. sielankowymi gadżetami ale z braku czasu powstał w wersji surowej i okazało się to strzałem w dziesiątkę! Szare ściany kartonu Ulka sama pomalowała i poobklejała kolorowymi papierami i naklejkami.
1. A jaki jest duży ? 
No spory i to może być minus dla posiadaczy mniejszych przestrzeni. Myślę jednak, że ze spokojem karton nie musi być aż tak ogromny, a jeśli ktoś dysponuje dzieckiem o gabarytach S (np. takich jak nasza Anielka) to już w ogóle może to być zdecydowanie mniejsze pudło. 

2. Skąd taki karton zdobyć? 
Popytać przede wszystkim w dużych sklepach, np. ze sprzętem AGD (radziłabym nie pań kasjerek, ale np. magazynierów), oni wyrzucają takie pudła w hurtowych ilościach. A jeśli powie się, że to na domek dla dziecka (a nie na przytulne lokum pod mostem ;)) to myślę, że każdemu serce zmięknie :)
3. Zalety kartonowego domku dla ROCZNEGO dziecka.
Byłam bardzo zdziwiona jak bardzo podoba się ta chatka rocznej Anielce. To, że skradnie serce Ulki tego byłam pewna, ale że taki mały bąbel jak Nelka doceni uroki budowli, to nie wiedziałam. Nasza Lusia uwielbia zamykać i otwierać drzwi, wyglądać przez okno, wyrzucać przez nie przedmioty patrzeć jak spadają, a potem wychodzić okrążać domek i zbierać to co spadło. Wykukuje przez otwory i bawi się w "nie ma nie ma jest", a czasami po prostu tam siedzi i gada. Widać, że czuje się tam bardzo dobrze :)

4. Zalety kartowego domku dla 3-LATKA.
Chyba rodzice takich dużych dzieci domyślają się ile radości może przynieść taki budyneczek :)
  • można po nim malować, rysować, oblepiać go kolorowymi naklejkami.
  • można w nim jeść. Dania, które przy stole kuchennym są niezjadliwe nagle w kartonowym domku okazują się całkiem smaczne, a niekiedy godne dokładki.
  • można bawić się w dom (=rodzic ma sporo czasu dla siebie ;))
  • organizować przyjęcia dla lalek, dziadków, sąsiadów, rodzeństwa, a nawet psa !
  • stare, nudne gry planszowe zyskują w takim domku nowy wymiar ;)
  • jeśli zamontuje się w środku magnetofon można dzieciom puszczać bajki do słuchania. Wierzcie mi siedzą jak zaczarowane.
  • w oknach komnaty można wystawiać teatrzyki
  • można się chować i bawić w gonito
i jeszcze mnóstwo zabaw... Myślę, że co dziecko to inne pomysły ;)
A jeśli domek się znudzi, zepsuje, albo zniszczy po prostu można go wyrzucić, bo to przecież tylko zwykły karton, a nie droga zabawka, którą trzeba gdzieś przechować, bo szkoda wystawić na śmietnik.

Polecam bardzo bardzo bardzo, chociażby w wersji mini.

Chciałam jeszcze ogłosić, że tym postem zapoczątkowuje nowy cykl na moim blogu:

"Post Mikołajkowy"- czyli prezenty mikołajkowe różnorakie (ręcznie robione i nie tylko), takie które Wy możecie dać swoim dzieciom, lub takie które dzieci mogą wykonać dla swoich dziadków, rodziców, cioć i wujków :)

Pozdrawiam bardzo serdecznie i trzymajcie kciuki, bo dzisiaj u nas w domu ważna imprezka roczek Anielki :)))))

piątek, 27 grudnia 2013

Kuchenka Prawie z Ikei

Witam Wszystkich cierpliwych Podczytywaczy :) Mój ostatni wpis był niezwykle sprinterski ;) dlatego tym razem postaram się Was nie zawieść. Zdjęć mam masę, ale ilość i jakość tekstu niestety zależy tylko od dobrej woli Anielki... :) 
Bohaterką dzisiejszego postu jest drewniana kuchenka. Marzenie o jej wyprodukowaniu zrodziło się w mojej głowie zeszłej zimy jednak jak to często bywa, brak czasu odsuwał realizację projektu z miesiąca na miesiąc aż w końcu przyszła kolejna Gwiazdka, a wraz z nią pomysł na nowo zalśnił w mojej głowie. 
Już chyba na tyle znacie mego męża, że nie zdziwi Was fakt, że M. po prezentacji mojego artystycznego planu (wraz z licznymi inspiracjami internetowymi) rzekł: "Za mało masz pracy, żeby wymyślać sobie kolejną robotę?!" następnie poszedł skąd przyszedł :/ Oczywiście takie zachowanie zadziałało na mnie jak przysłowiowa "płachta na byka" więc jak tylko zamknęły się za nim drzwi walecznym krokiem i z hasłem na ustach: "Teraz albo nigdy" wtargnęłam do garażu. Sprzętów wyrzynająco-zbijająco-skręcająco-klejących mamy pełną gamę, natomiast z szafkami do przeróbki ostatnio jest u nas krucho (zapewne dlatego, że większość mebli zdołałam już przetworzyć ;)). Do dyspozycji pozostał mi nocny stolik (który wydawał mi się za mały) i stara ikeowska komoda, która przeszła trzy rodziny zanim trafiła do naszej graciarni. Ze względu na odpowiednie gabaryty wybrałam opcję numer dwa. Trochę szlifowania, sporo szpachla do drewna, resztki kafelków, jedna płyta ze sklejki, debiutancka przygoda z wyrzynarką (nie wiedziałam, że to takie zrywne stworzenie), biała farba i parę dób z wiórami we włosach i bielą za paznokciami- to przepis na drewnianą kuchenkę z odzysku :)
Na szczęście długo nie musiałam walczyć sama. Mąż mój ukochany kiedy zobaczył akt II w którym główną role obok mnie grała wyrzynarka (a patrząc na to kto kogo prowadził, to chyba jednak ja byłam postacią poboczną...) skapitulował :) Tak więc prezent poszedł również na konto "Wspaniałego tatusia" ;) 
Po podstawowej obróbce komody przyszedł czas na najprzyjemniejszą część aktu twórczego,czyli ozdabianie. Większość dodatków wygrzebałam z czeluści naszych szaf, oczywiście oprócz garnków, których nie toczyłam sama z blachy, tylko zakupiłam w Ikei jako nówki-sztuki :)
Urszulka jest zachwycona prezentem, a my wraz z nią, bo dzięki nowemu mebelkowi mamy więcej czasu dla siebie ;) Zdradzę Wam, że żyję nadzieją, że dzięki temu sprzętowi moje starsze dziecię (a za nim kolejne) przyuczy się do roli nadwornej kucharki i będzie mnie wyręczać w codziennym gotowaniu obiadów. Oczywiście w czasie kiedy Ulka będzie pichcić ja będę pisać nowe posty ;)
Na końcu chciałam wszystkim serdecznie podziekować, za życzenia które od Was otrzymałam i za to, że pomimo moich rzadkich wpisów zaglądacie do mnie, to jest bardzo miłe i motywuje mnie do tworzenia kolejnych postów :) Pomimo fizycznych braków na arenie blogowej, chce powiedzieć, że duchowo jestem wciąż online. Co dzień, a nawet (w związku z nieuniknionymi karmieniami nocnymi ;) ) również co noc, myślę co by tu Wam ciekawego napisać. Wprawdzie dużo z tej mojej duchowej obecności nie wynika :/ bo nowych postów wciąż jak na lekarstwo, ale obiecuje będzie lepiej. Nelka jest coraz starsza i coraz większa (oj tak! ma półtora miesiąca, a nosi śpioszki, które Ulce zakładałam w 3, a nawet 4 miesiącu!!!). Sprężynka robi postępy w nauce Zabawy w Pojedynkę m.in. dzięki najnowszej kuchence ;) 
Szykuje się, że w 2014 roku będę miała więcej czasu dla siebie, czyli i dla Was :) Taka perspektywa cieszy mnie ogromnie, bo niebezpiecznie zaczęło dopadać mnie depresyjne uczucie, że jako jednostka zanikam całkowicie :(
Ściskam Was jeszcze świątecznie i do przeczytania !

Polub mnie