Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scrapbooking. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scrapbooking. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 sierpnia 2015

Album Antosi - scrapbooking w segregatorze

Matko, ile ja chomikuję w tym komputerze jeszcze nieopublikowanych prac. Wciąż wpadają mi archiwalne zdjęcia czegoś, czego jeszcze nie widzieliście. Dzisiaj Album dla Antosi, wysmyczony z okazji jej narodzin, a dziewuszka w październiku kończy 3 latka!

środa, 22 lipca 2015

Nad wyraz skomplikowana Kostka komunijna.

Tak, tak, nie przewidziało się Wam- komunijna :) Zastanawiałam się, czy w ogóle wypada pokazywać w lipcu komunijny wytwór, ale nie mogłam się powstrzymać ;) Zdjęcia Exploding box znalazłam przypadkiem w czeluściach mojego komputera. Leżały tam ponad rok! Jestem bardzo dumna z mojego wytworku, bo jest to nadzwyczaj skomplikowany telegram, więc tym bardziej nie mogę się nadziwić dlaczego tak długo zwlekałam z jej ujawnieniem!

czwartek, 29 stycznia 2015

Post pracowniczy. Czyli jak zorganizowaś wygodną i funkcjonalną pracownie.

Nic na to nie poradzę, że wciąż jestem podekscytowana swoją nową pracownią. Ci co na widok handmade dostają wysypki, niech lepiej nie czytają tego postu, bo jeszcze padną trupem ;)  Będzie spora dawka szmatek, tasiemek, nitek, igieł i tego typu przyjemnostek :)))

Już którąś noc z rzędu zawalam na korzyść miękkich tkanin, słoiczków pełnych brzęczących guzików, kolorowych nici i metrowych tasiemek. W uporządkowanym artystycznym gniazdku żadne zadanie nie jest teraz straszne, nawet te wykonywane w okolicach 3 w nocy.
Wygląd i funkcjonalność mojej pracowni zawdzięczam wieloletnim gromadzeniem zupełnie niepotrzebnych (zdaniem rodziny) i niezbędnych (wg. mojej opinii) klamotów :) Przyznaję. Posiadam sporo skarbów, ale właśnie dzięki chomiczej naturze, wpisanej w taśmę genową, mogę obecnie realizować takie projekty jak: bajki "Florentyna" (tutaj link), czy "Zapominalska" (tutaj link). Oczywiście, czasem ilość nagromadzanych "cosiów" nawet mnie przytłacza. Dlatego od lat zbieram nie tylko przedmioty, ale również pomysły na ich przechowywanie.

  • Kącik gastronomiczny :) Ponieważ większość "chwileczkowych" wyjście z pokoju (np. po herbatę do kuchni) kończyło się całkowitym oderwaniem od twórczej pracy (bo trzeba pozmywać, bo należy podlać kwiatki, pranie wstawić i takie tam :/) Tak wiec- czajnik obowiązkowo. 
  • Myślę jednak, że bardziej zainteresuje Was w poniższym kolażu zdjęcie nr 1 (lewy górny róg). Widzicie? Tak, chodzi mi o ten "wieszak". Podobno producent myślał, że użyję go na przechowywanie trzewików. A już Ci ! :) Trzymam w nim niedokończone projekty: niepozszywane tułowia lalek, poduszki w fazie przejściowej, podkładki na stół w stanie "prawie skończone", ubranka dla moich pacynek itd. Baaardzo przydatne urządzenie, szczególnie, że jest przezroczyste i ma wlot/wylot z obu stron.

  •  Składanie tkanin. Komu szycie nie jest obce ten na powyższe hasło dostaje dreszcz przerażenia. Prawda?! :))) Znalazłam w internecie bardzo proste rozwiązanie na wieczny materiałowy galimatias. Obmierzamy szafkę na której gromadzimy tkaniny- potrzebujemy głębokość półek i szerokość. Szerokość podzieliłam na trzy części, bo tyle stosów tkanin chciałam na niej zmieścić. Jak już mamy głębokość i szerokość to "rysujemy" na stole prostokąt (zgodny z ustalonymi wymiarami). Użyłam do tego celu kolorowej taśmy samoprzylepnej. Dalej pozostaje tak pokombinować przy składaniu materiału, żeby mieścił się w wyrysowanym prostokącie. Dzięki temu rozwiązaniu tkaniny będą idealnie pasowały do wymiarów półki, co nada jej schludnego wyglądu i ułatwi poszukiwanie odpowiednich odcieni.

  • Najwięcej trudności sprawiało mi przechowywanie kolorowych tasiemek.  Niedawno wpadłam w internecie na świetne rozwiązanie tej pozornie błahej, ale męczącego problemu. Klamerki! Owijasz tasiemkę wokół drewienka, a jej koniec wkładasz w szczypce klamerki.
  •  Domek dla koronek to stare Ikeoskie pudełko na kasety magnetofonowe. 
  • Sznurki mieszkają w pudełku z dziurkami. Przez otwory mogę je łatwo wyciągnąć.
  • Kolorowe taśmy samoprzylepne zajmują wieszak na kubki.
  •  Skrzynka na śrubki. Zarówno w pojedynczej formie (walizeczki), jak również w postaci szafki jest niezbędnym wyposażeniem tego typu pracowni. 
  • Nitki przechowuję w wiszącej (u mnie leżącej ;)) półce z przegródkami. Fabrycznie przeznaczonej na hobbystyczne drobiazgi (moja jest z Ikeii).

  • Gładkie tasiemki (spięte drucikami spożywczymi) mieszkają w przezroczystych pudełkach np. po bombkach. 


Wiosennego łikendu Wam życzę !
Wasza NiezapominATKA :)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Dłoń kobiety zapracowanej

Dzisiaj będzie krótka historyjka, ale nie byle jaka! oparta całkowicie na faktach, a dokładniej będąca fragmentem mojego życiorysu ;)

"Dłoń kobiety zapracowanej"
Krótko po urodzeniu Anielki zaczął dokuczać mi nadgarstek, ale ponieważ niewyspanie doskwierało bardziej ;) więc odsuwałam problem daleko, daleko, daleko...aż przyszło Boże Narodzenie. Praca nad kuchenką Ulki i przygotowywanie Wigilii, a następnie znieczulone ;) harce sylwestrowe dobiły moją kończynę na tyle skutecznie, że potulnie udałam się do ortopedy. Muszę dodać, że wbicie się do specjalisty po tak długiej przerwie świątecznej nie było łatwe. Na szczęście mam męża rycerza, który wywalczył w poczekalni miejsce dla kontuzjowanej Matki Polki :) Pan doktor, krzepki mężczyzna, na dzień dobry tak skutecznie chwycił mnie za nadgarstek, że aż powstałam z krzesła! Diagnoza była błyskawiczna- książkowy zespół de Quervaina (czyli inaczej zapalenia pochewek ścięgien nadgarstka). 
Myślę sobie...brzmi ciekawie, ale pytam: 
- Co z tym dalej robić ? 
Na co Krzepki Mężczyzna odpowiada:
- Unieruchomić 
- Hahah- zaśmiałam się- Prawą rękę?! Zgodzę się pod warunkiem, że unieruchomi Pan również moje dzieci, no i gratisowo odbierze im fonie. Inaczej nie da rady!
Krzepki Mężczyzna spojrzał na Anielkę i na mojego przerażonego męża:
- Właściwie to powinienem wsadzić Panią w szynę, ale rozumiem, że w tej sytuacji nie jest to możliwe. W takim razie musi Pani przynajmniej nosić opaskę uciskową no i koniecznie się OSZCZĘDZAĆ!
- Dobrze- odpowiedziałam, a ponieważ nagła wizyta u lekarza oderwała mnie od szlifowania pokoiku Ulki, okruszki tynku spadły z moich włosów na miejsce pracy Krzepkiego Mężczyzny.


Zespół de Quervaina  ma to do siebie, że w większości sytuacji ręka nic a nic nie boli, tylko w niektórych jej ułożeniach pojawia się silny ból. Nie muszę pisać, że jest to dość zgubne :/ bo bardzo łatwo zapomnieć, że jest się kontuzjowanym i że należy się pilnować. 
Przyznam, że trochę sobie pofolgowałam :/ Jak wspomniałam wyżej, przed diagnozą lekarza zaczęliśmy własnoręczny remont pokoiku Ulki (z okazji jej 2 urodzin). Pomimo zaleceń ortopedy nie wyobrażałam sobie zostawić 3/4 zrobionej pracy legnąć na kanapie i wzdychać. Musiałam dokończyć to co zaczęłam! Tak więc prawica zauciskowana jeszcze trochę poszlifowała i pomalowała zanim udała się na zasłużony odpoczynek. Dzięki temu kolejny post będzie o nowym pokoiku Sprężynki :)
Nie martwcie się, teraz juz się oszczędzam. Ponieważ szycie na maszynie nie jest szaleńczo wykańczające więc zakupiłam nowe tkaniny i tasiemki, naoliwiłam dawno nieruszanego Łucznika i z ochotą zabrałam się za działania na polu artystycznym. Co z tego wynikło zobaczycie wkrótce :) A teraz zapraszam na parę kadrów z mojej nowej (jeszcze nie do końca uporządkowanej) pracowni.

Na koniec pytanie z innej beczki. Czy ktos moze mi wytłumaczyć fenomen Teletubisi ?!!! Siedze, patrze i nadziwic sie nie moge co me dziecię w nich widzi?! Musi widzieć coś wspaniałego, bo reaguje następująco:
Wzwiazku z powyzszym chciałam bardzo podziekowac Teletubisiom, dzięki którym Matka Polka ma wiecej czasu na regeneracje swojej prawej kończyny ;)

Pozdrawiam 
Ata

piątek, 10 maja 2013

Dziewczyny ! Wracam :)))

Ale mnie tutaj nie było....Ho, ho, ho...szmat czasu! Mam nadzieję, że nazwa mojego bloga zadziałała i nie zapomniałyście Niezapominatki ;)
Wprawdzie z moim samopoczuciem jeszcze nie jest idealnie, wciąż nie daję rady włączać turbodoładowania, ale w wersji slow sprawdzam się całkiem nieźle ;) Otaczają mnie też dobre duszki (zaklęte w mym mężu i rodzicach) dzięki czemu codzienność jest łatwiejsza :) Dziękuje kochani :*
Mam ogromne zaległości w Waszych wpisach no i chyba jeszcze większe wyrzuty sumienia co do dziewczyn które obdarowały mnie wspaniałymi prezentami, a ja jeszcze nic na ten temat nie umieściłam na blogu :( Obiecuję, że wkrótce nadrobię zaległości.

A co działo się u nas ?
- Było sianie nasionek....
-Dopóki śniegi niestopniały działałam na polu plastycznym...
- Potem przyszła Wiosna :)))) i rozpoczęliśmy intensywną Akcje Ogródek połączoną z labą :)))

- M. wraz z moim tatą skonstruowali z resztek pobudowowych piękny, reprezentacyjny taras. Juhu!!! Ale o tym będzie w innym poście ;)

- Posialiśmy też trawę :)
Muszę dodać, że udało nam się to zrobić tylko dzięki pomocy "Wszechwiedzącego Eksperta".....
Na koniec dobra informacja dla wszystkich, którzy trzymali kciuki za moje zapomniane cebulki tulipanów (pisałam o nich tutaj). Pięknie wykiełkowały i równie efektownie kwitną :)))
Przy okazji zagadka dla Miłośników-Ogrodników:
Dwa lata temu jesienią kupiłam dwa rodzaje cebulek tulipanów (w dwóch zupełnie różnych miejscach) żółte i czerwone. Posadziłam je w jednej donicy i zeszłej wiosny wyrosły...nie czerwone, nie żółte tylko... papuzie (czerwono-żółte) :) W odpowiednim terminie wykopałam, wysuszyłam i w lutym tego roku (bo jesienią zapomniałam :/) wsadziłam do donic. Wyrosły...i czerwone i zółte i papuzie i pomarańczowe :))))) Czy to są jakieś czary mary, czy to znany zabieg Matki Natury??? Ktoś zna odpowiedz na moją zagadkę?

Ściskam Was mocno i obiecuję, że niebawem napiszę :))))


poniedziałek, 19 listopada 2012

Candowa Rozdawajka



Przyszedł czas na mnie! A dokładniej przyszedł parę miesięcy temu, ale wcześniej, niestety, nie dałam rady zorganizować tej przyjemnostki. Może dobrze się stało, bo idą święta, a więc okres jak najbardziej sprzyjający oprezentowywaniu otoczenia.
Zmajstrowałam dla Was mój autorski Przepiśnik- segregator. Jest w formacie A4, żeby można było trzymać w nim większe kartki, np. przepisy wydrukowane z internetu. Posiada przekładki i kopertę na mniejsze (np. powycinane z opakowań po jedzonku) przepisy. Jest w  kolorach, jak ostatnio zauważyłam, topowych, czyli: płótna, bieli i czerwieni (żeby trochę świątecznie nam się zrobiło). Do tego dwie serduszkowe zawieszki i Mr. Łosiu.
Ponieważ tak okropnie grzebałam się ze swoją pierwszą Rozdawajką postanowiłam wynagrodzić Wam ten czas i przyznać jeszcze jedną nagrodę- Przepiśniki A5 w formie zeszytu ,który również wyszedł spod moich łapek, serwetki w kropeczki, muchomorkową świeczkę i brata Mr. Łosia, czyli Sir Łosia.


ZASADY:
  1. Proszę o pozostawienie pod postem komentarza. Bardzo bym się cieszyła jakby zawierał odpowiedz na moją poniższą prośbę.
UWAGA!!!
Przygotowuje pierwszy raz w życiu Wigilie dla sporej, rodzinnej grupki. Mam w związku z tym prośbę do wszystkich zainteresowanych moją Rozdawajką. Może ktoś z Was zna jakiś:
-         oryginalny, smaczny, ciekawy, intrygujący itp. itd. przepis na potrawę (deser lub konkret) Wigilijną, lub około Wigilijną (tylko błagam SPRAWDZONY! )
-         przyjemną, świąteczną zabawę
-         lub inny sposób na interesujące spędzenie tego wyjątkowego dnia
Osoby które nie obchodzą tego święta na pewno znają jakieś smaczne przepisy wpisujące się w zimowy nastrój, albo fajne rodzinne gry.
Piszcie śmiało! Z miła chęcią wysłucham wszystkich pomysłów.

2. Osoby nie posiadające bloga niech zostawią swój mail.

3. Proszę o skopiowanie mojego pierwszego zdjęcia i wrzucenie go na swój pasek boczny, oraz co ważne! O JEGO PODLINKOWANIE!

4. Oczywiście będę zachwycona jeśli ktoś zainteresuje się nie tylko Rozdawajką, ale całym moim blogiem i tym samym zostanie moim obserwatorem.

5. Chciałabym żeby prezenty doszły do Was jeszcze przed świętami dlatego na zapisy czekam do 6 grudnia.

Żeby Was zachęcić, poniżej zdjęcia paru detali rozdawajkowych prezentów :)


 
 Czas start ;)

P.S. Pytacie gdzie umieścić przepisy :) Jeśli jest to krótki przepisik to jak najbardziej umieścić w komentarzach, jeśli natomiast macie ich sporo (co mnie ogromnie cieszy :)) to część możecie wysłać na mojego maila (w pasku bocznym) :) Już się nie mogę doczekać tego eksperymentowego szaleństwa w kuchni, a moja mama...!!! Przebiera nogami  w oczekiwaniu na Wasze tajne eliksiry ;)

środa, 10 października 2012

Kocia mama



Jesień pełna parą. Chuch mgielny, lekki szronik na rannej trawce, słoneczko niziutko, a roślinność coraz bardziej beżowa i szeleszcząca. Uwielbiam ten czas, a teraz, kiedy zostaliśmy szczęśliwymi posiadaczami kominka to już w ogóle- raj na ziemi. Z tej okazji machnęłam sobie kalendarz październikowy. Wiem, że miesiąc już jest w akcji, ale jakbym zrobiła stronice listopadową to musiałabym czekać na możliwość jej użytkowania, a to u takiej niecierpliwej jednostki jak ja nie wchodzi w rachubę. Postanowiłam podzielić się z Wami swoim nowym czasoodliczaczem. Proszę o przymknięcie, i to tak do szparek, swoich ocząt podczas patrzenia na mój wytwór, bo pierwszy raz zabawiłam się w Corelu, na tak dużą skalę. Może jednak komuś się spodoba, przyda, albo to i to.

Co do najważniejszych informacji to po pierwsze: muszę się pochwalić i zarazem bardzo podziękować Agnieszce z artistic jewellery. Jakiś czas temu wygrałam u tej utalentowanej blogowiczki pierwsze w życiu candy!  Do zdobycia była sówka-wisiorek. Cieszę się podwójnie, że ją dostałam, bo bardzo przypomina biżuterię którą lata temu wypatrzyłam w jednej z krakowskich galerii. Byłam wtedy wiecznie niedofinansowaną studentką i nie mogłam sobie na nią pozwolić. Po powrocie do mieszkania, zaczęłam marudzić i narzekać, w końcu wymęczone moim zrzędzeniem współlokatorki wypchnęły mnie za drzwi i przykazały nie wracać bez wisiorka. Jak to najczęściej bywa w takich sytuacjach, okazało się, że sówki już nie ma. Od tego czasu zwracałam uwagę na wszelkiego typu biżuterię ptaszkową krążącą po naszych sklepach i sklepiczkach. Jednak wszystko co dotychczas widziałam nie było TAKIE, aż w końcu wypatrzyłam sówkę Agnieszki. Ale to nie wszystko! Nasza uzdolniona blogowa koleżanka sprawiła mi wielką niespodziankę i do paczuszki z wisiorkiem dołożyła kolczyki w pięknym zielonym kolorku. Bardzo dziękuje Aguś! A pod spodem możecie na własne oczy zobaczyć jakie cuda do mnie dofruneły.
 Kolejne ważna informacja dotyczy bohaterki mojego ostatniego postu, czyli Marudy. Dziewczyna czuje się już o wiele lepiej, chociaż parę dni temu jedna z ran znowu się odnowiła. Na szczęście mam jeszcze maść i antybiotyk, więc wróciłam do roli kociej pielęgniarki. Pod spodem fotka z zabiegowego.
 Ale żeby nie było tak łatwo, koleżance Marudzie tak bardzo spodobało się Spa, że przyprowadziła do naszej budy swoje trzy lipcowe kociaki (dodam, tak dla przypomnienia, że w brzuchu ma kolejne). W ten sposób powoli przeradzam się w  Violette Villas. Jednego z włochatych huncwotów udało nam się upchnąć do teściów, bo ich etatowy kot zaginął. Nie wiem czy miałyście kiedyś przyjemność łapać dzikiego kota? Ja w tym temacie byłam jednostką niedoświadczoną i dlatego zabrałam się do całej akcji, bez skafandra ochronnego, czego efektem były cztery głęboko gryzione rany, dwie u mnie, jedna u mojej teściowej i kolejna u M. Mam nadzieję, że za parę dni nie dostaniemy wodowstrętu, piany na ustach i innych objawów wścieklizny. Z pozostałych dwóch kotków jeden jest niestety jakiś taki.... no żeby nie powiedzieć słowa na I, to ujmę to...Opóźniony. Taka klucha, niedorajda. Początkowo, jak się u nas pojawił, to powłóczył  tylnymi łapami (najwyraźniej koci ortopeda w naszych stronach miałby rację bytu), teraz niby stawia je poprawnie, ale nie wspina się, nie skacze i nie szaleje jak przystało na zdrowego kota. Jest też najłatwiejszy do złapania i na pewno sprytem nie grzeszy. W związku z tym martwię się, że nie przetrwa zimy. Ma u nas schronienie i jedzenie, ale przed wygłodniałymi lisami, kunami, jenotami itp. nie dam rady go ochronić. Pomyślałam sobie, że może któraś z Was przygarnęłaby takiego małego gapulka. Na pewno nie zdemoluje domu skacząc po firankach i meblach. Gwarantuje, że prędzej wyrządzi szkodę framudze nie trafiając w światło drzwi, niż uszkodzi coś w typowo koci sposób. Na poniższym zdjęciu Kluska to ten sierściuch wtulający się w różowy polar, zresztą nic dziwnego, jest jedynym z całej trójki, którego da się złapać bez ryzykowania przegryzienia tętnicy.
Posiadanie tylu włochaczy ma swoje dobre strony, jedną z nich jest żywe zainteresowanie kotkami ze strony Sprężynki.

Ale żeby nie było tylko o zwierzątkach to pokaże Wam co zmajstrowałam w czasie kiedy mnie nie było. Na pierwszy ogień kostka- telegram i kartka ślubna. 


Jestem też w trakcie lepienia Albumu malucha dla Antosi, która miała pojawić się wczoraj, ale chyba jej się nie spieszy, więc wciąż czekamy. 






Jeśli ktoś stęsknił się za Sprężyną to informuje, że nauczyła się chodzić i przy pomocy naszych palcy tupta po całym domu. Dla niedowiarków lekko poruszony dowód.
A tutaj parę fotek Ulki wpatrzonej w tatusia biegającego po rusztowaniu.

No dziewczynki, na koniec  mogłabym jeszcze napisać o mojej akcji cebulkowej, ale to chyba temat na osobny post.
A więc do zobaczyska już wkrótce!

Polub mnie