niedziela, 16 listopada 2014

Lalka Florentyna

Ci co obserwują mnie na Facebooku wiedzą, że wróciłam do mojej kochanej pracowni i zaczęłam znowu szyć. Wiem, że na Funpage pokazywałam lalkę Śnieżynkę, ale to nie o niej chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć (na śnieżynkowe historie przyjdzie jeszcze czas ;))
Dzisiaj zabieram Was w magiczny świat mojej najnowszej lalki florystki- Florentyny.
Na wybrukowanej cegłą malutkiej uliczce mieści się niepozorna kwiaciarnia, której stare wystawowe okna świecą ciepłym blaskiem lamp jeszcze długo długo po północy. W tym magicznym miejscu do późnych godzin nocnych krząta się Florentyna, kolorowa kwiaciarka, która odziedziczyła to artystyczne miejsce po  swojej ukochanej prababci.

 
Florka uwielbia wyczarowywać z pozornie nieatrakcyjnych elementów nowe, piękne kompozycje. Najwięcej przyjemności sprawia kwiaciarce kiedy zamawiający zostawia jej wolną rękę, wtedy spod palcy Florentyny wychodzą prawdziwe dzieła sztuki.
Jej magiczna pracownia jest pełna migoczących ozdób, kolorowych buteleczek ze świecącymi koralikami, długich sznurków pozawijanych między zasuszonymi ziołami i kwiatami. W powietrzu pachnie (w zależności od pory roku) kawą z syropem waniliowym i hiacyntami, malinowym sokiem i kocimiętką, różami i migdałową herbatą, a w zimowe wieczory pomarańczą i gorącą czekoladą z cynamonową pianką.


"11 listopada"

11 listopada Florentyna wyjątkowo szybko krzątała się po swojej kwiaciarni. Bardziej niż zwykle spieszyła się z dokończeniem bukietu ślubnego, bo w południe planowała odwiedzić Stary Rynek. Jak co roku 11 listopada obchodzono imieniny ulicy Św. Marcina, tłumy kolorowych przebierańców, wesołych grajków i dzieci ubrudzonych od ucha do ucha, rogalowym lukrem przemierzało główną ulicą miasta.
 Prawdę mówiąc Florce głownie o te rogale chodziło ;) ale nie tylko. Wyjście między kolorowych ludzi, poprzebieranych za bajkowe stwory było dla kwiaciarki bardzo inspirujące. Piękne detale i tęczowe zestawienia naładowywały Florkę twórczą energią.
Kiedy doładowała swoje artystyczne bateryjki i zakupiła przepyszne rogale świętmarcińskie wyruszyła w drogę powrotną. W kwiaciarni czekały na nią kolorowe tasiemki, błyszczące koraliki i zestaw drewnianych ptaszków, który zaledwie parę godzin temu przyszedł z wysyłkowego sklepu. Florentyna już nie mogła się doczekać kiedy będzie mogła z kubkiem rozgrzewającej czekolady popracować za swoim magicznym kontuarem. 
Jednak nawet tak frapujące, artystyczne wizje nie zdołały odciągnąć wzroku dziewczyny od porozwieszanych po całym mieście różowych ogłoszeń. Wzruszające plakaty zostały najprawdopodobniej napisane ręką małego dziecka i mówiły o zaginięciu czarnego kocura, Wycierusa.
Florka w dzieciństwie miała rudego kotka (Bratka), który kiedyś także uciekł z domu i nie wracał przez parę tygodni, dlatego bardzo dobrze rozumiała strach biednego dzieciaka. Jednak nie długo jej było dane rozmyślać o Wycierusie, bo kiedy znalazła się w kwiaciarni wszystkie inne problemy zeszły na dalszy plan.
To co Florka zobaczyła po przekroczeniu progu by opisać, słów jest za mało. Dziewczyna zdołała tylko krzyknąć "O Matko!" (i jeszcze jedno słowo przeznaczone zupełnie nie dla dzieci...) i chwytając się za głowę zastygła z przerażenia. Porozrzucany mech, jabłka, siano, poprzewracane kwiaty, potłuczone doniczki, wszędzie rozlana woda. Bałagan, jakby przeszedł florystyczny huragan !

Pierwszą rzeczą o której pomyślała Florentyny było włamanie. Jednak kiedy na miejsce przyjechała policja i okazało się, że nic nie zginęło, a kasetka z pieniędzmi wciąż jest pełna po brzegi, motyw rabunkowy został wykreślony z listy funkcjonariuszy. Po wstępnych oględzinach okazało się, że sprawca musiał mieć klucze do kwiaciarni, bo w inny sposób niż przez drzwi nie mógł się dostać do budynku. Okna były całe, a jedyny uchylony lufcik na zapleczu był tak malusi, że żaden, nawet wyjątkowo chuderlawy złodziej, by się przez niego nie przecisnął.
Kiedy panowie policjanci wymieniali między sobą pomysły na rozwiązanie zagadki, Florka dojrzała w rogu pracowni bukiet ślubny, który tak misternie układała całą noc, a dzisiaj rano doszlifowywała ostatnie poprawki. Biało- perłowa okazała wiązanka leżała teraz połamana w kałuży wody. To całkowicie rozkleiło zawsze pozytywnie myślącą Florentynę. Biedaczka rozpłakała się jak dziecko.
Na szczęście od czego ma się przyjaciół i rodzinę! Zaprzyjaźniona sąsiadka Marta jak tylko dowiedziała się o tragedii zaraz poinformowała brata Florentyny, Marcina i razem przyszli z odsieczą. Kilka uścisków i przytulasów, oraz słowa pocieszenia wystarczyły, by namówić Florkę do otarcia łez i działania.
Wiadomo, że razem raźniej, a co dopiero jeśli chodzi o sprzątanie takiego bałaganu. Marcin, odważny chłopak bez problemu wspiął się na ladę i poukładał poprzewracane doniczki oraz naprawił naderwaną szafkę. Florka zajęła się uporządkowywaniem stołu, a Marta ogarnęła podłogowy rozgardiasz.
Pracy było sporo więc zanim trójka przyjaciół skończyła, na dworze zapadł zmrok, jednak ciepłe światło lamp i pogaduszki z Marcinem i Martą do końca rozchmurzyły florystkę. W świeżo wysprzątanej kwiaciarni zapachniało goździkową herbatą i świętomarcińskimi rogalami, a Florka na nowo poczuła artystyczny zew.
Kiedy przyjaciele wyszli Florka z werwą zabrała się do odnawiania zniszczonego ślubnego bukietu (rano miał po niego przyjechać tata panny młodej). Poszło jej to zdecydowanie szybciej niż myślała dlatego po skończonej pracy (nowy bukiet był nawet ładniejszy niż pierwowzór) kwiaciarka chwyciła słomianą podstawę wieńca i wylała na nią wszystkie nazbierane dzisiaj wrażenia artystyczne. Na końcu przyczepiła drewnianego ptaszka, który nadał stroikowi bardziej jesiennego charakteru.
Kiedy gasiła ostatnie światła w kwiaciarni nagle usłyszała dziwny dźwięk za plecami. Niepewnie odwróciła się za siebie. Wtedy wszystko stało się jasne ! Na ladzie siedział Wycierus ! Mały włochacz zamiauczał jeszcze raz, tym razem głośniej, dzięki czemu Florka upewniła się, że to nie fatamorgana.
-Ach to ty!- krzyknęła Florentyna- To ty zrobiłeś tutaj taki huragan !
Dziewczyna z jednej strony miała ochotę udusić niegrzecznego kota, ale z drugiej ulżyło jej, że to nie filmowe bandziory atakowały kwiaciarnię, tylko zwykły kot. 
Florentyna wzięła Wycierusa na ręce, postrofowała go trochę (chyba nawet uszczypnęła w ogon), a następnie wyszeptała mu do ucha, że jest już bezpieczny.


Potem zamknęła kwiaciarnię i razem z Wycierusem poszli szukać autora wzruszającego plakatu.

KONIEC

Ale się napisałam. Chyba od podstawówki nie popełniłam takiego trzymającego w napięciu opowiadania ;)
Teraz tradycyjnie zapraszam na detale.



A w jakiej skali został popełniony plan zdjęciowy ?


No i oczywiście moje niezastąpione stażystki: Urszula (stylista), Aniela (scenograf). Swoje profesje rozumieją zupełnie na odwrót niż powinny....stylistka rozbiera i targa, scenograf rozrzuca i rozkrada ;) Bardzo przyjemna współpraca... ;)
Polecam swój team wszystkim Mistrzom Cierpliwości, dzięki moimi dziewczynom macie szanse zdobyć kolejny stopień wtajemniczenia !
Do przeczytania !

21 komentarzy:

  1. zwariowałam!!!
    jesteś ABSOLUTNIE niesamowita! Lala jest nieziemska, opowiadanie, stylizacja, scenki, no przecudne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ! Napracowałam się nad tym zadaniem więc bardzo mi miło słyszeć, że post wywołał takie pozytywne emocje :)
      Buziaki Sandrynka

      Usuń
  2. Cudna Florka i cudny scenograf:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślałam, że mój scenograf spodoba się Aniutce :) I trafiłam :)))
      Uściski dla Twojej gromadki :)

      Usuń
  3. Dzień pełen wrażeń, cudnie opisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. fajna, ma taki sam kolor włosów jak ja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo tego, że bardzo lubię swoją Florentynkę to jednak Ty Karolinko jesteś zdecydowanie ładniejsza :))) ale włosy rzeczywiście, chyba robione u tego samego fryzjera ;)
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Jeju jaka śliczna! Dawno już nie szyłam swoich aniołków ale nabrałam właśnie ochoty:))
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dagmaro łikend przed nami więc czekamy w poniedziałek na aniołkowe efekty :)

      Usuń
  6. Wow:) Wspaniałe opowiadanie, mega dużo pracy! Świetnie:)
    Przypomniałam sobie jak zrobiłam lalę dla mojej chrześniaczki i choć moja lala miała włosy z wełny, to w drugim dniu świąt była już do połowy łysa... Trzylatka ma power w malutkich rączkach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie są lalki dla takich maluszków, przynajmniej do zabawy. Moje dziewczyny potrafią wykończyć nawet atestowane zabawki, na te zbóje nie ma rady ;)
      Dziękuje za docenienie :)

      Usuń
  7. Boska! I ta cała scenografia prosto z najlepszego filmowego planu. Gratuluję, bo cudna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, trochę się tego naukładałam ;)

      Usuń
  8. Cudna Florentyna. Mój ulubiony typ szytej lalki. Powiem Ci na ucho, że marzę by kiedyś jedną taką stworzyć - ale póki co zbieram inspiracje :) Historia świetna i podziwiam detale z planu. A z innej beczki, to weź odpisuj na smsy :D ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz w takim razie przejść z marzeń w czyny :) Ja też kiedyś tylko oglądałam ;) ale ostrzegam to wciąga !
      P.S. Kurtki naprawdę bombastyczne i ideale na Sprężynkę, a gwiazdki niedługo będę musiała wyprać, bo wciąż je miętoszę. Jak Ty je zrobiłaś ? Takie misterne !

      Usuń
  9. Atko, jesteś niesamowita! Lala piękna, opowiadanie świetne... ale ale! Przecież Ty musiałaś zrobić te wszystkie kwiaciarniane gadżety! Ile czasu to robiłaś? Podziwiam Twoje umiejętności i cierpliwość ;)

    OdpowiedzUsuń

Polub mnie